sobota, 27 września 2014

Rozdział 18

Luke:

Biegłem korytarzem na ślepo, co chwilę odbijając się od ścian. Oczy mnie piekły, leciały z nich łzy, ale nie przejmowałem się tym. Musiałem obudzić chłopaków. Musiałem im powiedzieć co się stało. 
Uchyliłem minimalnie powieki, czując palący ból. Dobiegłem do pokoju Michaela, więc otworzyłem drzwi, które trzasnęły o ścianę i potykając się ruszyłem do łóżka, w którym spał Clifford. 
-Wstawaj! Szybko! Kurwa, budź się! - wrzeszczałem, bijąc go jedną ręką, a drugą przyciskając do oczu. Clifford jęknął, odtrącając moją dłoń i bardziej zagrzebując się w pościeli. 
-Zamknij ryj. Pomagałem ci się pakować, więc teraz pozwól mi spać. - wymamrotał. 
-Jak ci zaraz przyjebie, to zaśniesz na wieki. - syknąłem, a on prychnął w poduszkę. 
-A swoją drogą coś ty robił na korytarzu? Tutaj słyszałem jak coś odbijało się od ścian. - burknął stłumionym głosem. Nagle krzyknął i usiadł raptownie. Widziałem go przez ledwo uchylone powieki. - Nie mów... 
Tak! Wreszcie pojął powagę sytuacji. Westchnąłem przeciągle, czując ulgę, a zarazem zniecierpliwienie. Musiałem obudzić resztę. Szybko. Żeby zajebać tych skurwysynów, przez których teraz oczy piekły mnie niemiłosiernie. 
-Najebałeś się beze mnie. - usłyszałem pełen wyrzutu głos Michaela. Normalnie szczęka mi opadła. Co za idiota. Jego też zajebie. 
Przekląłem pod nosem,  po czym złapałem go za kołnierz bluzki i siłą ściągnąłem z łóżka. 
-Idź po Caluma i Ashtona. Szybko, bo was wszystkich zajebie. - warknąłem, przyciskając dłoń mocniej do oczu. Cholera, jaki ból! 
Ruszyłem do drzwi, przy okazji waląc małym palcem o kant komody. Zakląłem siarczyście i skacząc na jednej nodze dotarłem do drzwi.
-Em.. Luke? Czemu zasłaniasz oczy? Wiem, że wyglądam zajebiście w bokserkach, ale nie musisz przez to wpadać w kompleksy. - usłyszałem jeszcze głos Clifforda. 
-Idź budzić pozostałych, kurwo! - krzyknąłem, trzaskając drzwiami. 


* * *


Przykładałem mokrą szmatkę do oczu, przeklinając w myślach cały świat i zastanawiając się czy najlepiej wysadzić wszystko granatem, czy zestrzelić bombami. Byłem w kuchni i pochylając się nad zlewem czekałem na chłopaków, których nie było zaskakująco długo. 
Pewnie Clifford znów poszedł spać. Zasraniec. Nie można go było o nic poprosić. Jednak, gdy tylko to pomyślałem, usłyszałem pełne narzekań głosy dochodzące z korytarza. Po chwili chłopcy weszli do kuchni, ziewając, przeklinając jasne światło i narzekając. 
-Szybciej, szybciej idioci! - poganiałem, odkładając szmatkę na blat. Chłopcy usiedli, a gdy na mnie spojrzeli wciągnęli z sykiem powietrze. No, tylko Ashton zaczął się śmiać. 
-O cholera, co z twoimi oczami? - zapytał Calum. Westchnąłem zirytowany. 
-O tym później. Mamy ważniejsze sprawy na głowie. - warknąłem wściekły, że nie widzą powagi sytuacji. Wiedziałem, że wyglądam źle. Miałem czerwone i zapuchnięte oczy, ale teraz to nic nie znaczyło. Michelle porwano! I to drugi raz jeśli licząc to jak ja ją porwałem. Cholera, ma dziewczyna pecha, trzeba przyznać. 
Westchnąłem i potarłem ręką włosy, po czym opowiedziałem chłopakom o tym co się stało. Słuchali uważnie, a  z każdym moim słowem ich miny bardziej poważniały. Na koniec, gdy padło ostatnie słowo z moich ust nikt się nie odezwał. Michael przyglądał mi się z zaciśniętymi ustami, Calum chował twarz w dłoniach, a Ashton wielkimi oczami gapił się w stół. 
Patrzyłem na nich zaciskając pięści, a w głowie mi huczało od myśli i planów jak odbić Michelle. Boże, to była moja wina. Mogliśmy pośpieszyć się z przeprowadzką. A do tego te wszystkie groźby, liściki i telefony, które olewałem. Cholera jasna! Miałem ochotę się zdzielić po twarzy i gdyby nie to, że musieliśmy ruszać, na pewno bym to zrobił. 
-Co zamierzasz zrobić? - zapytał Michael, opierając głowę na dłoni. Mimo lekkiego tonu, w jego oczach widziałem zmartwienie. Brwi miał zmarszczone, a plecy zgarbione, lecz poza tym był jak zawsze wyluzowany. 
-Jak to co? Ratować ją. Jak najszybciej. Teraz. - powiedziałem szybko. - Chciałem was tylko poinformować o sytuacji. 
Następnie nie patrząc na nich ruszyłem do drzwi. Musiałem ruszać, bo teraz miałem jeszcze szanse wpaść na ich trop. Na trop Michelle. Jeśli dłużej będę zwlekał, nigdy jej nie odnajdę. 
Gdy rozglądałem się, szukając kurtki, ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłem się i zobaczyłem Caluma. Trzymał mnie mocno, stojąc  z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Stał prosto, brwi miał lekko zmarszczone, a usta skierowane w dół. Nie patrzył na mnie, tylko na coś ponad moim ramieniem. 
-Czego? - warknąłem trochę zbyt ostro. Wiedziałem, że to nie wina Caluma, czy Ashtona i Michaela, ale mimo to nie mogłem znieść tego, że żaden z nas nic nie zrobił. A teraz gdy ja chciałem iść ją uratować, Calum mnie powstrzymywał. 
-Zaczekaj. Nie możesz teraz wyjść. Najpierw musimy się stąd wynieść, a dopiero potem zacząć szukać. Teraz nic nie zdziałamy. - rzucił neutralnym tonem. Zamrugałem zaskoczony, patrząc na jego beznamiętną twarz. 
-A co nam da czekanie, poza tym, że stracimy jakąkolwiek szansę, by uratować Michelle? - zapytałem wrogo, a Calum tylko pokręcił głową. 
-Teraz nic nie znajdziemy. Musimy poczekać i wymyślić jakiś plan, czy coś. Nie możesz teraz wyjść, szukać ich, włamać się do ich kryjówki i powystrzelać wszystkich, jasne? Musisz ochłonąć. - wyjaśnił powoli, jakby sam nie był przekonany do tego co mówi. Zmarszczyłem brwi, czując wszechogarniającą mnie złość. 
-Mam ochłonąć? Niby dlaczego? Mam powody, by być wkurwiony, czaisz? Te skurwysyny porwały Michelle, a potem psiknęli mi jakimś gównem do oczu. Zabiję ich. Co do jednego. I nie mam zamiaru siedzieć na dupie i myśleć o czymś co i tak nie ma sensu, podczas gdy mógłbym iść szukać jakiś poszlak. Więc puść mnie, bo ci przywalę. - syknąłem, a Hood ścisnął mnie mocniej. 
-Nie pozwolę ci iść. - wyszeptał, przenosząc wzrok na swoje gołe stopy. 
-Nie powstrzymasz mnie. W przeciwieństwie do was, idioci ja chcę coś zrobić. Wy nie robicie nic, by uratować Michelle! Kurwa, nic! - krzyknąłem. 
-Bo nie możemy nic zrobić! Ja pierdole, Luke, nic nie rozumiesz?! Jesteśmy cholernymi dzieciakami, nie mamy o niczym pojęcia! Nie uratujemy Michelle bez planu. Gdybyśmy mogli cokolwiek zrobić, zrobilibyśmy to, ale problem w tym, że nie możemy! Bo nie mamy ani jednej, cholernej poszlaki! Więc zamknij ryj i wracaj do kuchni! - wrzasnął Calum, wprawiając mnie w osłupienie. 
Jego oczy wreszcie spotkały się z moimi, a ja aż cofnąłem się, widząc w nich ból i poczucie winy. Dlatego na mnie nie patrzył. Poczułem wstręt do siebie, że nie pomyślałem o tym, co Hood czuje do Michelle. On także cierpi, także czuje się winny. 
Westchnąłem, przeczesując ręką włosy, po czym skinąłem głową. 
-Dobra.. Dobra, sorry. Nie powinienem był tak wrzeszczeć. Wracajmy. - mruknąłem, choć w moich myślach wciąż powtarzały się słowa nakazujące mi natychmiast iść szukać Michelle. Calum skinął tylko głową, puścił mnie i nie oglądając  się za siebie ruszył do kuchni. 
Patrzyłem na jego plecy, powoli oddalające się ode mnie korytarzem. On także cierpiał, ale nie dał się ponieść emocjom. Nie tak jak ja. Ale coś ciągnęło mnie do Michelle, czułem straszną chęć by znów ją zobaczyć, całą i zdrową. Nawet przez myśl mi nie przeszło, że Hood może czuć to samo co ja. 
Ostatni raz spojrzał na drzwi wyjściowe, po czym pokręciłem głową i w milczeniu ruszyłem do kuchni. 




Michelle:

Obudziłam się w ciasnym i nieprzyjemnym pomieszczeniu. Otarłam oczy zewnętrzną stroną nadgarstka, przy czym zahaczyłam łokciem o metalową półkę. Leżałam ściśnięta w małym pokoju przypominającym komórkę z narzędziami. Po mojej lewej stronie była ściana a po prawej owa metalowa półka, dzięki której zdarłam sobie łokieć. Przede mną ujrzałam podłogę zawaloną narzędziami, miotłą, wiadrem, szmatkami i różnymi innymi rzeczami. Uniosłam się delikatnie tak, że teraz byłam w pozycji siedzącej, starając się sobie przypomnieć gdzie jestem i jak się tutaj znalazłam. Syknęłam. Poczułam silny ból na przedramieniu. Kiedy odwinęłam sobie rękaw, zobaczyłam zaczerwienioną kropkę, jakby po jakimś zastrzyku. 
Po około 10 minutach wstałam i rozglądnęłam się za drzwiami. Były one obok metalowej półki. Podeszłam do nich ostrożnie, po czym przycisnęłam ucho do drewnianych drzwi nasłuchując czy aby nikogo nie ma. Kiedy upewniłam się, że jest cicho pociągnęłam za klamkę i powoli wyszłam z pomieszczenia. Wylądowałam prawdopodobnie na piętrze jakiegoś domu mieszkalnego, gdyż z lewej strony zauważyłam schody prowadzące w dół. Szybko ruszyłam w ich stronę, co chwilę oglądając się za siebie w obawie, że ktoś może mnie zobaczyć. Zbiegłam pośpiesznie po schodach a po chwili stanęłam jak wryta i od razu pożałowałam tego co zrobiłam. 
-O, witam witam! -przywitał mnie obcy mężczyzna, leżący na kanapie. -Śpiąca królewna już się obudziła. 
Stałam w miejscu, nie wiedząc czy się zawrócić czy zejść na dół. 
-Chodź do nas. -kiwnął ręką zachęcając mnie do przyjścia. Po chwili zza drzwi wyszło dwóch innych mężczyzn. -Pokażemy ci jakie będą twoje zadania. 
Cofnęłam się krok do tyłu. Niepokoił mnie uśmiech tych obcych facetów. Sprawiali wrażenie jakichś zboczeńców. 
-Nie bój się kochana. -tym razem odezwał się niższy z nich i ruszył w moim kierunku. -Nic ci nie zrobimy. Jeżeli nie dasz nam ku temu powodów. 
Zaśmiał się a pozostali dwaj zawtórowali mu. Niższy złapał mnie za ramię i pociągnął po schodach na dół. 
-Po pierwsze... -zaczął, prowadząc mnie przed stół na którym leżał jakiś materiał. -Ubierzesz się w to. 
Wskazał palcem w to co leżało na stole. Był to strój pokojówki. Lecz nie taki typowy schludny ubiór, lecz seksistowski i wulgarny.
-Nie założę tego. -powiedziałam pewnie kręcąc głową. 
-Słuchaj, kurwa. -mężczyzna obrócił mnie twarzą do siebie i mocno zacisnął swoje palce na moim przedramieniu. -Albo to założysz albo twojemu kochasiowi stanie się krzywda. 
Spojrzałam na niego zaskoczona i przerażona.
-Jakiemu kochasiowi? -zapytałam po jakimś czasie.
-Hemmingsowi. -odpowiedział mi z drwiną. -Złapaliśmy go tak samo jak ciebie. -widząc niedowierzanie w moich oczach, mówił dalej. -Myślisz, że trudno było złapać chłopaka z gazem pieprznym w oczach? Było jeszcze łatwiej niż z tobą. 
Z początku im nie wierzyłam, lecz widząc pewne spojrzenia ich wszystkich, zaczęłam wątpić. 
-Gdzie on jest? -zapytałam drżącym głosem.
-W podobnym pokoju w którym byłaś ty. -odpowiedział mi szybko. -Jest nieprzytomny, więc nie możesz się z nim zobaczyć. A teraz bierz te ciuszki... -podniósł ubrania ze stołu. -I ubieraj się. Łazienka jest tam. -wskazał palcem na białe drzwi naprzeciwko. 
Wzięłam niechętnie w ręce czarno biały mundurek i poczłapałam wolno do łazienki. 

* * *

-No, no, no! -nieznajomi zaczęli klaskać i pogwizdywać, kiedy wyszłam z łazienki w skąpym stroju. 
Czułam się okropnie. Sterczałam tak przed nimi prawie naga i wysłuchiwałam "komplementów" na temat mojego ciała. Miałam ochotę się rozpłakać, lecz nie chciałam pokazywać słabości.
-Teraz powiemy ci co masz robić. -brunet splótł ręce na piersi, bezczelnie oblizując się na mój widok. -Będziesz naszą pokojówką, więc sprzątasz i jesteś na każe nasze zawołanie, zrozumiało się? 
Sprzątanie? Spodziewałam się czegoś o wiele gorszego ale na szczęście mam tylko robić za sprzątaczkę. Westchnęłam z ulgą w duchu i kiwnęłam głową.
-Zrozumiałam. -spróbowałam naciągnąć krótką spódniczkę.
Jeden z nich podszedł do mnie i stanął za mną. 
-Idź myj podłogę. -popchnął mnie lekko do przodu. -Przybory znajdziesz w komórce w której się obudziłaś. 
Skinęłam smutno głową i ruszyłam w stronę schodów. Nagle oberwałam mocnego kuksańca w tyłek a po chwili ktoś mnie za niego ścisnął. Obróciłam się gwałtownie, czując jak z minuty na minutę tracę swoją godność.
-Co jest?! -zapytałam unosząc głos. 
Wszyscy trzej zaśmiali się głośno.
-Idź sprzątać! -krzyknął jeden z nich. -I nic nie mów!
Obróciłam się po jakimś czasie z głową spuszczoną w dół. Splotłam na pośladkach moje dłonie, starając się by jak najwięcej ukryć. Coś przeczuwałam, że jednak będzie gorzej niż myślałam. 




No i jest rozdział :D
Przepraszamy za opóźnienie, ale naprawdę mamy masę innych obowiązków, przez które po prostu nie wyrabiamy. Ale mamy nadzieję, że nam wybaczycie :)
W każdym razie dziękujemy za wyświetlenia, które ciągle przybywają i obiecujemy, że już niedługo zrobimy "pytania, odpowiedzi" które obiecałyśmy. Musimy się tylko zgadać gdzie i kiedy, więc czekajcie cierpliwie :)
Dzięki, że jesteście z nami i że czytacie nasze wypociny ^^
Do następnego xxx


24 komentarze:

  1. Odpowiedzi
    1. Jezu, biedna Michelle, tak strasznie jej współczuje i jeszcze Luke jezu ;-;
      Rodział jak zwykle świetny ❤
      @loveformahomie xx

      Usuń
  2. Lubię agresywnego Caluma haha @irwiniism

    OdpowiedzUsuń
  3. OMG OMG biedny Luke, biedna Michelle, biedny Calum. Mam nadzieje że Luke i reszta szybko znajdą Michelle zanim te oblechy coś jej zrobią. Już nie mogę się doczekać następnego i mam nadzieje że pojawi się w miarę szybko ale oczywiście nic w was nie wymuszam. Pozdrawiam wspaniałe autorki tego jakże cudownego fanfiction. @_Give_Me_1D

    OdpowiedzUsuń
  4. Awww agresywny Calum...Mam nadzieje, że obydwoje z Lukiem wyciągną Ją z tego gówna i niż takiego się nie stanie :))) Oby.. Swoją drogą to taka zasrana sytuacja jak dwójka przyjaciół kocha tą samą osobę. Czekam na kolejny <3

    OdpowiedzUsuń
  5. O MY GOD!
    TAK DŁUGO N TO CZEKAŁAM, ŻE AŻ NIE MOGŁAM WYTRZYMAĆ!!
    ŚWIETNY ROZDZIAŁ!! BOŻE LUKE...
    BIEDNA MICHELLE BOJE SIĘ CO BĘDZIE DALEJ!
    @Queen_Pillow
    POZDRAWIAM I ZAPRASZAM DO SIEBIE :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Przekleństwa Luke'a mnie zniszczyły, naprawdę. Biedny chłopak, co on musi przechodzić przez tych swoich przyjaciół. Ale dzięki nim nie poszedł od razu szukać Michelle. Choć wizja wystrzelania wszystkich naprawdę przypadła mi do gustu.
    Biedna, biedna Michelle. Na początku też myślałam, że jej "praca" będzie polegała na czymś innym, ale uf, jeszcze nic jej nie grozi. Niech szanowni panowie się postarają i szybko ją odnajdą, bo może być naprawdę źle.
    Podobał mi się ten rozdział:)

    OdpowiedzUsuń
  7. OMFG co za zboooki. Biedny Cal i Luke tez a Michael taki nie ogar -.- musicie przywrócić Michaela do rzeczywistości . Rozdział maaaaaaaaaax super czekam na neeeeeext <3

    OdpowiedzUsuń
  8. Kuuuuuurna *-* jaki idealny *-* kocham wasz ff , życzę weny :) niemogę się doczekać następnego :3

    OdpowiedzUsuń
  9. Agresywny Calum to fajny Calum.

    OdpowiedzUsuń
  10. biedni :(
    świetny rozdział, chociaż trochę krótki

    OdpowiedzUsuń
  11. Adfjukilkjhg, jaki swietny rozdzial!
    Jestem tak cholernie team Luke, ale szkoda mi Caluma i juz powoli sama nie wiem :< Mam nadzieje, ze uratuja Michelle na czas, zanim cos sie stanie!

    OdpowiedzUsuń
  12. Em... Porwali ją bo chcieli darmową sprzątaczkę?? Kreatywnie i oryginalnie xx 😂

    OdpowiedzUsuń
  13. Chciałam napisać coś kreatywnego ale chybami nie wyjdzie. Nie spodziewałam się takiego obrotu sprawy za co macie wielkiego plusa. Biedy Luke, biedny Calum, biedni wszyscy XD. Dziękuję za rozdział, życzę dużo weny i czekam na następny <3

    OdpowiedzUsuń
  14. Fajnie że znowu zostałam pominięta z informowanych -.- btw rozdział świetny jak zawsze <3

    OdpowiedzUsuń
  15. Uh mam nadzieję że ja znajdą i razem z Lukiem będą razem :D <3 czekam na nn :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Agresywny Calum jest najlepszy, ale jest mi go tak cholernie szkoda :(
    Mam nadzieję, że szybko odnajdą Michelle.... Michael taki hahaha nie mg z niego ;)
    Pozdrawiam autorki i czekam na kolejny ♥♥♥
    @LoveYouEvans

    OdpowiedzUsuń
  17. Szkoda mi Michelle... Mam nadzieję, że szybko ją znajdą.
    Pozdrawiam i życzę weny xx

    OdpowiedzUsuń
  18. Niecierpliwie czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Luke jaki narwany *O*
    biedna Michelle ;c
    ~@dont_you_say

    OdpowiedzUsuń
  20. to musi byc upokarzajace sprzatanie w takim ciuszku ;(

    OdpowiedzUsuń