wtorek, 22 lipca 2014

Rozdział 12

Luke:

-Nie mogę uwierzyć, że ich zastrzeliłeś baranie -warknął Michael, kiedy wracaliśmy po dość nieprzyjemnym spotkaniu do domu.
Odwróciłem głowę od okna i spojrzałam na niego nieobecnym wzrokiem.
-Miałem już dość -wymamrotałem -im szybciej ich wszystkich załatwię, tym szybciej będziemy mieli spokój. 
-Spokój -Michael zaśmiał się głośno -biegamy z pistoletem po mieście, zabijając typków z mafii a ty oczekujesz spokoju? 
Nic nie odpowiedziałem. Wyjrzałem przez okno i obserwowałem jak sunęliśmy przez ciemną ulicę otoczoną latarniami. 
-Stary, ja cię rozumiem -ciągnął, tym razem już spokojniej -ale czasem trzeba coś dobrze przemyśleć zanim się coś zrobi. Pomyśl o tym co może nas czekać teraz...
-Został nam już tylko jeden -wykrzyknąłem, sam nie wiem czy bardziej ze złości czy ze szczęścia- co nam może grozić?
-Myślę, że dość dużo -powiedział cicho -myślisz, że nic nie zrobią z faktem, że ktoś pozabijał 5 członków ich mafii? Że ten ostatni będzie czekał na ciebie z herbatką? Zacznij myśleć Hemmings. Teraz zaczną się najgorsze dni.
Już miałem coś odpowiedzieć lecz zamknąłem usta. Odwróciłem głowę w kierunku szyby i zatraciłem się w głuchej ciszy. 


***


Krzątałem się smętnie po domu, nie mając na nic najmniejszej ochoty. Wstałem około godziny siódmej i byłem wyczerpany. Aktualnie była dziesiąta. Michael leżał na kanapie w salonie i grał w jakąś durnowatą grę na konsoli. Reszta była w swoich pokojach.
Wszedłem do kuchni, czując burczenie w brzuchu. Na stole zobaczyłem koszyk piknikowy a na nim koc. Otworzyłem wiklinowy kosz. W środku było mało rzeczy, jakby resztki jedzenia i napoi. Po chwili namysłu odszedłem od stołu i zrobiłem sobie śniadanie. 
-Michael? -zapytałem, wychodząc z kuchni -co robią piknikowe rzeczy w kuchni?
-Może ktoś tam robił piknik? -zasugerował Clifford i powrócił do grania.
Zbyłem jego słowa i ruszyłem po schodach na górę. Otworzyłem drugie drzwi po lewej.
-Ashton? -podjąłem kolejną próbę -co robią piknikowe rzeczy w kuchni?
Chłopak spojrzał na mnie zdziwiony moim nagłym pytaniem. Był ubrany w spodnie od dresu, a jego kręcone włosy były jeszcze mokre, więc pewnie dopiero co wyszedł spod prysznica. Teraz leżał rozwalony na łóżku i patrzył na mnie z uniesionymi brwiami, podkładając ręce pod głowę. 
-Może ktoś tam robił piknik? -odpowiedział. 
Wyszedłem niepewnie z jego pokoju, zdziwiony jego odpowiedzią i ruszyłem do pokoju Caluma.
-Co robią piknikowe rzeczy w kuchni? -zapytałem bez żadnego owijania w bawełnę, przez co Hood podskoczył ze strachu. Sądząc po jego kompletnym stroju, nie spał od dłuższego czasu, a teraz stał przy oknie i wydawało mi się, że nad czymś rozmyślał, zanim wpadłem do pokoju. 
-Może ktoś tam robił piknik? -powiedział gdy się opanował. 
Pokręciłem z niedowierzaniem głową i wyszedłem z pokoju. Powędrowałem do drzwi pokoju Michelle. 
Zapukałam delikatnie i uchyliłem drzwi. 
-Mogę? -zapytałem, wchodząc do pokoju. 
-Jasne -dziewczyna uśmiechnęła się do mnie i poprawiła kosmyk, który opadł jej na twarz. 
-Wiesz może, co robią w kuchni piknikowe rzeczy? 
-Może ktoś tam robił piknik? -Michelle uśmiechnęła się delikatnie.
Wybałuszyłem oczy.
-Co wy, do jasnej cholery, spiskowaliście? -wykrzyknąłem zdziwiony a widząc, że brunetka nie wie o czym mówię, ciągnąłem dalej -każdy odpowiada mi dokładnie to samo! Słowo w słowo! Przerażające. 
Michelle zaśmiała się i przyłożyła rękę do swoich ust jakby chciała się uciszyć. Usiadłem obok niej na łóżku. 
-Wiesz... -zacząłem -od dzisiaj będziesz już bezpieczna.
-Jak to? -przekrzywiła głowę.
Przegryzłem niekontrolowanie wargę.
-Tak to -uśmiechnąłem się -już ci nic nie grozi.
Michelle uśmiechnęła się szeroko i poderwała się z miejsca. Następnie podeszła do okna i zamaszystym gestem odsłoniła zasłony, a pokój zalało światło poranka. Odsłoniła wszystkie, chwilę stała i patrzyła na krajobraz, po czym wróciła na miejsce obok mnie. 
Dziewczyna spojrzała na mnie z ulgą w oczach a ja poczułem dziwną chęć przytulenia się do niej. Spojrzałem na nasze ręce, które były niewiarygodnie blisko siebie. Delikatnie przesunąłem swoją w kierunku jej dłoni i dotknąłem jej. Michelle, jakby czując wrzątek na swojej skórze, strzepała moją rękę i odwróciła głowę w przeciwnym kierunku. 
-Co jest? -zapytałem ją i przechyliłem głowę pod takim kątem, by móc widzieć jej oczy. 
-Ja... uhm... nic... -dziewczyna zaczęła się jąkać -ja po prostu... uhm... nie no, nic. Nie ważne.
Zszedłem z łóżka i kucnąłem naprzeciwko niej, kładąc swoje dłonie na jej kolanach. 
-Powiedz mi -rozkazałem jej, lecz widząc karcące spojrzenie w jej oczach zmieniłem ton -proszę.
Przez dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy. 
-Nie wiem właściwie co bym ci miała powiedzieć -powiedziała cicho -ani jak bym ci to miała powiedzieć. 
-Wyjaśnij swoje dziwne zachowanie i najlepiej wyraź je słowami. - zasugerowałem.
Michelle westchnęła niepewnie, odwracając ode mnie wzrok, czym trochę mnie uraziła. 
-Wczoraj byłam na pikniku z Calumem i... -wstałem z ziemi, odwróciłem się na pięcie i wyszedłem z pokoju, nie dając jej dokończyć zdania. 
Wparowałem wściekły do pokoju Hood'a.
-Co robiłeś wczoraj z Michelle? -warknąłem i trzasnąłem drzwiami. 
Czarnowłosy zerwał się na równe nogi z łóżka, patrząc na mnie przestraszonymi oczami. 
-Mów, kurwa, bo inaczej to się dla ciebie skończy! -wrzasnąłem i podszedłem do chłopaka. 
-Ale co masz na myśli? -zapytał mnie drżącym głosem.
Nie panowałem nad sobą. Kierował mną impuls. Chwyciłem Hood'a za gardło.
-Piknik -wycedziłem. Szybko go puściłem, widząc jak robi się cały siny. 
Chłopak odsunął się ode mnie. 
-Luke, uspokój się -powiedział spokojnie - byłem z nią na pikniku na dachu tego domu. Tyle. Nic więcej. Chciałem, żeby troche się rozerwała a nie tylko siedziała w czterech ścianach tamtego pokoju.
Słysząc ton jakim mówił Calum, zrozumiałem.
-Podoba ci się? -spytałem, opanowując gniew.
-Tak -spuścił głowę w dół -i tak wiem, nie powinniśmy zaczynać nowych znajomości a tym bardziej romansów. Przepraszam.
Moje ciało aż dygotało z emocji. Nie wiedziałem ile ich w środku mam. Czułem jednocześnie radość i smutek, gniew i żal, miałem ochotę się rozpłakać a także zabić Caluma. 
-Co jest? -czarnowłosy podszedł do mnie i złapał mnie za ramię.
Ucieszyłem się z jego gestu. Już tak dawno nie rozmawialiśmy. Ostatnio tylko ciągłe kłótnie i sprzeczki. Brakowało mi jego.
-Ona też mi się podoba -rzuciłem prosto z mostu.
Nie mogłem uwierzyć, że to powiedziałem. Nie mogłem uwierzyć, że ona faktycznie coś dla mnie znaczyła. 
-Fuck -prychnął -mogłeś mówić wcześniej. Przepraszam cię strasznie. Gdybym wiedział, nigdy bym z nią nie poszedł na ten piknik.
-Nie twoja wina -pokręciłem głową -to ja wyszedłem na kompletnego idiotę. Widać było, że ona ci się podoba ale jednak ja tego nie zauważyłem. Poza tym jeśli któryś z nas ma z nią być, to niech to będziesz ty. 
-Dlaczego? -zapytał zdziwiony.
-Ja ciągle narażam innych na niebezpieczeństwo -podrapałem się po karku -z tobą będzie bezpieczniejsza.
-Wiele dla ciebie znaczy -westchnął -przez właśnie tą wypowiedź, można to zauważyć. Interesuje cię jej bezpieczeństwo. Chcesz żeby czuła się szczęśliwa. I, słuchaj Luke -uśmiechnął się -twoja przyszła dziewczyna będzie niezłą szczęściarą. 



Nicole:

Drzwi otworzyły się szeroko i do pokoju wszedł Ashton, z kubkiem herbaty w ręce. Rzucił na mnie okiem, po czym zamknął drzwi i oparł się o nie. 
-Skończyłaś już czytać tę książkę? - zapytał, wskazując palcem na lekturę, leżącą na półce i biorąc łyk herbaty. 
-Tak. I wszystkie pozostałe. - odparłam nieśmiało, patrząc na stos książek, który chłopak przyniósł mi kilka dni temu. Ashton zakrztusił się herbatą, a ja zasłoniłam się kurtyną blond włosów, by ukryć uśmiech. 
-Żartujesz. - wykrztusił w końcu, ocierając usta wierzchem dłoni. Pokręciłam tylko głową, zakładając włosy za ucho. 
Siedziałam tu już dobrych kilka dni. Nie próbowałam uciekać, ani szukać Michelle, bo wiedziałam, że będziemy miały kłopoty. Pocieszała mnie to, że Irwin zapewnił mnie, iż mojej przyjaciółce nie stanie się żadna krzywda. 
Spojrzałam na chłopaka, który chyba jako jedyny w tym domu przejmuje się moim losem. Tylko on mnie odwiedza, on przynosi mi jedzenie i picie, on daje mi książki i zajmuje rozmową w tych chwilach, gdy ma dobry humor. 
Bo czasami przychodzi tu tylko po to, by powrzeszczeć. Na mnie najczęściej. Oczywiście nie brałam go za przyjaciela i nie liczyłam na dobre traktowanie. Intrygował mnie, ale też czułam strach, spoglądając w jego piwne oczy. Mimo maski obojętności, w jego oczach czaił się mrok. Było w nim coś niebezpiecznego.. coś tajemniczego. On sam był tajemnicą. 
Nigdy nie mówił o sobie. Gdy już ze mną rozmawiał, pytał o proste rzeczy. O pogodę, o filmy, o książki. Słuchałam go uważnie, chcąc z jego sposobu mówienia, mowy ciała, wyczytać jakim jest człowiekiem. Często żartował, czasem na mój temat, doprowadzając mnie tym do smutku lub gniewu, ale także czasami do śmiechu. Czasami był milczący. Potrafił przychodzić do mnie i milczeć przez całą wizytę, obserwując mnie uważnie. Było to peszące i zawsze odwracałam wzrok, czując się tak, jakby mógł zajrzeć wgłąb mnie, gdyby tylko chciał. Był też inteligentny. Podczas rozmów, lubił wyrażać swoje zdanie i wiele razy imponował mi swoją wiedzą na dany temat.
Mimo wszystko, nie ufałam mu całkowicie, ale jak mogłabym zaufać porywaczowi? A co jeśli był też mordercą? Chociaż nie wydawał się aż taki zły.. Ale jego mroczna strona nadal mnie przerażała. Te i podobne myśli kotłowały mi się w głowie, gdy siedziałam w pokoju i wpatrywałam się bezmyślnie w zachodzące słońce. 
Westchnienie Ashtona wyrwało mnie z zamyślenia. Mierzył mnie wzrokiem od stóp do głów, a w jego oczach zobaczyłam wahanie. 
-Wstawaj. - mruknął w końcu. - Przydały by ci się jakieś ubrania, czy coś..
Wytrzeszczyłam na niego oczy. Widząc moje spojrzenie, przewrócił oczami i otworzył drzwi, rzucając mi wrogie spojrzenie.
-Ruszaj się. - ponaglił. - Chyba, że lubisz wyglądać jak menel. To już nie moja sprawa. Wiesz, co kto woli. 
Odwrócił się i wyszedł, zostawiając otwarte drzwi. Wstałam i pobiegłam za nim, doganiając go na korytarzu. Spojrzał na mnie kątem oka, a napotykając moje naburmuszone spojrzenie, kąciki jego ust uniosły się w górę. 
-To było niemiłe. - mruknęłam, a on tylko wzruszył ramionami. 
-Życie jest niemiłe. 


* * *


Wyszłam z księgarni z torbą pełną książek. Miałam już ubrania i kilka innych potrzebnych rzeczy, więc zdziwiłam się, gdy Ashton wcisnął mi w ręce plik banknotów i powiedział, że jeśli chce to mogę sobie kupić jakieś książki. Była to tak nieoczekiwana wiadomość, że przez chwilę tylko siedziałam na miejscu i patrzyłam na niego z szeroko otwartymi oczami, puki nie wygonił mnie wściekłym głosem z samochodu. 
Teraz tryskałam radością, gdy wsiadałam do auta Irwina i kładłam torbę z książkami na tylne siedzenie. Chłopak palił papierosa, wypuszczając dym przez okno. Miał na nosie okulary przeciwsłoneczne, ale poza tym nie maskował się jakoś szczególnie. 
Gdy siadłam obok niego, rzucił mi przelotne spojrzenie, po czym odpalił silnik, wyrzucając papierosa za okno. 
-Ashton? - zagadnęłam niepewna tego, co miałam za chwilę zaproponować. Chłopak rzucił mi zirytowane spojrzenie, dając tym do zrozumienia, że jeśli na darmo go zatrzymuje, to pożałuje. 
Przełknęłam ślinę. 
-Chce ci coś pokazać. - wypaliłam. Westchnął znużony, ale nie nawrzeszczał na mnie, więc najwyraźniej go zaciekawiłam. 
-No dawaj. - rzucił, patrząc na mnie z wyczekiwaniem. 
-Ale.. to nie jest tutaj. - powiedziałam, a widząc, że jego oczy się zwężają, a ramiona napinają w pełnej czujności dodałam pośpiesznie. - To niedaleko.. piętnaście minut marszem. 
-Nie ma mowy. Wracamy. - warknął i wcisnął wsteczny, a auto szybko wytoczyło się z parkingu. 
Musiałam go zatrzymać. Nie miałam pojęcia dlaczego tak chciałam pokazać mu to miejsce.. Może dlatego, że był dla mnie miły? Że w jakiś dziwny sposób stał się dla mnie kimś w rodzaju przyjaciela?
Położyłam dłoń na jego dłoni, spoczywającej na skrzyni biegów. Odwrócił się do mnie gwałtownie, marszcząc brwi, ale w jego oczach nie widziałam gniewu. Raczej ostrożność i niezdecydowanie. 
-Proszę, Ashton. - wyszeptałam. 
-Przekonaj mnie jakoś. Dlaczego miałbym z tobą pójść? - rzucił, mierząc mnie wzrokiem. Zagryzłam wargę.
-Nikt nie wie o tym miejscu. Tylko ja i Michelle. Miałyśmy tam nikogo nie przyprowadzać. To miała być nasza tajemnica. Ale ja chce ci to pokazać. Chodź ze mną. - wypaliłam, a on jeszcze bardziej zmarszczył brwi, jakby się zastanawiając. 
W końcu po długiej chwili westchnął i najpierw znów zajmując miejsce na parkingu, wyłączył silnik. Wyjął kluczyki ze stacyjki i otworzył drzwi, by po chwili wysiąść. Nim zamknął drzwi usłyszałam jeszcze jego ciche słowa.
-Nie wierzę, że to robię. 
Nie mogłam się nie uśmiechnąć. 


* * *


-Robi wrażenie. - wypalił Irwin, patrząc z szeroko otwartymi oczami na rozpościerający się przed nim widok. 
Staliśmy na małej, żwirowej plaży, znajdującej się w ogromnej jaskini, której sklepienie ginęło w mroku. Przed nami falowała lekko przejrzyście czysta woda podwodnego jeziorka. Na ścianach odbijał się jej blask. Światło słoneczne przeciskało się przez wąskie szczeliny w suficie, oświetlając nieznacznie całe pomieszczenie. 
By dojść do jaskini, trzeba było iść chwilę przez las, aż dotarło się do ogromnego głazu, za którym było sprawnie ukryte przejście, a raczej dziura. Była ukryta krzewami i paprociami, a na dodatek była wąska. Mógłby się w niej zmieścić jeden człowiek. Ashton miał lekkie trudności z przeciśnięciem się do środka, na co już zdążył poprzeklinać.
Stałam obok Irwina, który najwyraźniej zaniemówił. Z zachwytem obserwował jaskinię, a ja patrząc na nią poczułam się niemal tak, jakby nic się nie zmieniło. Jakbym w każdej chwili mogła przyjść tutaj z Michelle, by rozkoszować się chwilową wolnością. 
Westchnęłam szczęśliwa, że tu wróciłam. 
-To co, wskakujemy? - głos Ashtona wytrącił mnie z rozmyślań. Niemal zapomniałam o jego obecności. 
-Ja nie mam ochoty. - powiedziałam, patrząc na wodę.
Poczułam na sobie spojrzenie Ashtona, a gdy skierowałam na niego wzrok, dostrzegłam na jego twarzy lekki uśmiech. Było w tym uśmiechu coś dziwnego, zadziornego i na pewno nie zwiastującego niczego dobrego. 
Nie zdążyłam choćby mrugnąć, gdy nagle Irwin pochylił się i oderwał mnie od ziemi. Krzyknęłam zaskoczona, gdy wziął mnie w ramiona i skierował się w stronę wody. 
-Nie, nie, nie! Ashton, stój! Ja nie chcę, słyszysz?! Ashton, nie rób tego! Ashton! - krzyczałam, a on tylko się śmiał. Rozpędził się i skoczył. Trzymał mnie mocno, gdy nasze ciała zetknęły się z wodą, jakby bał się mnie puścić. Wstrzymałam oddech tuż przed tym, jak moja głowa się zanurzyła. 
Woda otaczała mnie zewsząd, mocząc mi ubranie i włosy. Ashton wreszcie mnie puścił, więc wypłynęłam na powierzchnię, machając rękami i nogami. Gdy moja głowa się wynurzyła, zaczerpnęłam gwałtownie powietrza. Po chwili obok mnie pojawiła się roześmiana twarz Irwina. 
-Padło ci na mózg?! - wrzasnęłam, a on wyszczerzył zęby w olśniewającym uśmiechu. - Idiota!
-Daj spokój, było fajnie. - odparł swobodnie. Prychnęłam i popłynęłam do brzegu. Kretyn. Idiota. Frajer. Czego nie rozumiał w słowie "nie"? Byłam cała mokra, a w jaskini było zimno. Czułam na skórze gęsią skórkę. 
Wreszcie moje stopy mogły dotknąć podłoża, więc zaczęłam powoli wychodzić z wody. Nagle poczułam uścisk na nadgarstku. Odwróciłam się i zobaczyłam Ashtona, który wciąż miał uśmiech na twarzy. 
-Puść mnie. - zażądałam naburmuszona, a on tylko pokręcił głową. Zacisnęłam usta i odwróciłam się, by odejść, gdy Irwin szarpnął za mój nadgarstek, a ja straciłam równowagę. Poleciałam do tyłu, ale nieoczekiwanie złapały mnie silne ramiona. 
Odwróciłam się wściekła w stronę Ashtona i już miałam na niego nawrzeszczeć, ale widząc jak blisko mnie się znajduje, zamilkłam. Uśmiech powoli zniknął z jego twarzy, a oddech przyspieszył. Ciągle trzymał mnie w ramionach, a jego twarz dzieliło od mojej zaledwie kilka centymetrów. Był blisko, za blisko. 
-To się robi niebezpieczne. - szepnął, a jego ciepły oddech owiał mi twarz. 
-Co? - zapytałam wytrącona z równowagi. Przymknęłam lekko powieki. 
-To. - wyszeptał i pocałował mnie. Zadrżałam, gdy nasze usta połączyły się. Zacisnęłam dłonie na jego koszulce, a on przyciągnął mnie bliżej do siebie, zmniejszając między nami dystans tak, że pomiędzy naszymi ciałami nie było już wolnej przestrzeni. Przez materiał mokrej koszulki czułam bijące od niego ciepło i przyspieszone bicie serca. 
Nie chciałam przestawać. Nie chciałam wracać do szarej codzienności. Nie chciałam kończyć tej chwili. Boże, co ja wyprawiam?! Całuje się z porywaczem, być może mordercą, człowiekiem, który nie ma uczuć.. Ale w głębi duszy wiedziałam, że to nieprawda. Wiedziałam, że Ashton Irwin był po prostu zagubionym nastolatkiem, człowiekiem, który zboczył ze swojej życiowej ścieżki, wkraczając na ciemną drogę, z której nie da się samemu wrócić. Ale może gdyby ktoś mu pomógł? 
Westchnęłam cicho z ustami na ustach Ashtona, gdy jego dłonie przesunęły się po moim ciele, powodując rozkoszne dreszcze, które rozchodziły się po mojej rozpalonej skórze. Wplątałam dłonie w jego mokre włosy, a on delikatnie pogładził mnie do policzku. 
Czułam się tak bezgranicznie szczęśliwa, bezpieczna i wolna. Irwin całował mnie zachłannie, jakby nigdy nie miał dość. Choć może tak właśnie było, bo ja czułam się podobnie. Jego dłonie były wszędzie. Błądziły po moim ciele, a przez mokry materiał koszulki czułam się tak, jakby dotykał nagiej skóry.
Nagle odsunął się ode mnie, dysząc ciężko. Ja także dyszałam, wpatrując się w jego zdezorientowaną twarz. Miał lekko opuchnięte wargi od pocałunków, rozczochrane włosy i zamglone spojrzenie, a na policzkach rumieńce. Byłam ciekawa, czy wyglądam na tak samo zdezorientowaną jak on. 
-O kurwa. - wykrztusił wreszcie, a ja bałam się, że to był tylko jakiś żart. Że teraz odtrąci mnie, zostawi i wyśmieje. Ale nagle na jego twarz wpłynął szeroki uśmiech. Nie ten drwiący, tylko całkowicie szczery. 
Przyciągnął mnie do siebie i delikatnie pocałował. Uśmiechnęłam się z ustami na jego ustach, szczęśliwa jak nigdy dotąd. 


* * * 


Siedzieliśmy w aucie i jechaliśmy w stronę "domu". Ashton trzymał mnie za rękę, wywołując tym u mnie uśmiech, który nie chciał zejść mi z twarzy. Chłopak zerkał na mnie co chwilę, uśmiechając się lekko, zadziornie. 
Od kilku minut milczeliśmy, gdy nagle Ashton poderwał się z miejsca, patrząc we wsteczne lusterko i klnąc głośno. Spojrzałam na niego z przestrachem. 
-Co się dzieje? - zapytałam roztrzęsionym głosem. 
-Jadą za nami. - warknął ostro. Mimo iż jego złość nie była skierowana na mnie, przestraszyłam się i zamilkłam. 
Nie ważyłam się ruszyć, gdy Ashton przyspieszył gwałtownie, wyprzedzając inne auta i jadąc jak kompletny wariat. Wjechał na jakąś boczną drogę, prowadzącą do lasu. Zerknęłam w lusterko i zobaczyłam za nami czarne auto. Nie znałam się dobrze na samochodach, ale wydawało mi się, że to BMW.
-Ashton, on nas dogania. - pisnęłam, czując strach uciskający mi pierś. Chłopak znów zaklął i przyspieszył, a mnie zrobiło się niedobrze. Wjechaliśmy na jakieś wzniesienie, a droga rozciągająca się przed nami nie miała barierek. Spojrzałam w lusterko, ale BMW nie było. 
-Ashton.. - nie dokończyłam, bo tuż obok nas pojawił się czarny samochód. Uderzyło w nas z boku, a Irwinem szarpnęło i po chwili stracił panowanie nad kierownicą. 
Auto wypadło z drogi, a ja jak w zwolnionym tempie widziałam jego lot i zbliżające się drzewa. Uderzyłam głową o szybę, gdy auto zderzyło się z pierwszym drzewem. Oślepiający ból rozlał się po mojej głowie i szedł dalej. Szarpnęło mną, a potem coś huknęło i poczułam rozrywający ból w klatce piersiowej. Usłyszałam krzyk, który wydobył się z mojej piersi. 
Ręka Ashtona mnie puściła, a ja do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że mimo całego zamieszania, chłopak ciągle mnie trzymał, jakby to miała być jego obietnica. Obietnica, że mnie ochroni. Że wyjdziemy z tego cało. Teraz, gdy mnie puścił, obietnica przestała mieć znaczenie. 
To był koniec.  
Nic już nie widziałam.
Nic nie słyszałam.
Nic nie czułam. 
Otoczyła mnie milcząca ciemność.






12 ROZDZIAŁ ♥
I jak się wam podobał?
Przyznam się, że mi (autorce penguin) niezbyt spodobała się część napisana przeze mnie
Ale autorka curly podniosła mnie na duchu i powiedziała, że mi wyszło ahah
Nie zdziwi was pewnie to, że jednak najważniejsze zdanie do powiedzenia macie WY! 
Więc piszcie w komentarzach opinie itp. 
Sprawy organizacyjne:
W najbliższym czasie będziemy zmieniać wygląd tego bloga, więc nie zdziwcie się jak pewnego pięknego poraneczka albo wieczorku, wejdziecie sobie na Revenge i będzie wyglądał zupełnie inaczej :D
Druga wiadomość to taka, że jest wolny roleplayer Nicole, więc jeśli ktoś chciałby takowym kontem być, prosimy o zgłoszenie to jednej z autorek :)
Jeżeli chcecie bliżej poznać autorki, to można pisać na twitterze
penguin --> @awhhmy5sos
curly --> @awhmythevamps 
Jeszcze raz dziękujemy za wszystko, gdyby nie wy, nie miałybyśmy dla kogo pisać :) kochamy was xxx

Do następnego! 
Papa x 

25 komentarzy:

  1. CO TO MA BYĆ
    CO TO MA BYĆ
    JEZU
    KOŃCÓWKA
    ZABIJE WAS

    OdpowiedzUsuń
  2. JESTESCIE SZALONE, JAK MOZNA KONCZYĆ ROZDZIAŁ W TAKIM MOMENCIE?!
    Ten rozdział jest na razie chyba moim ulubionym, troche szkoda mi caluma, bo swietnie pasowałby do Michelle. No i Ashton i Nicole sdjfdfnsd coś cudownego. Rozdział jest po prostu świetny! Mam nadzieję, że dla Ashtona i Nicolenic sie takiego nie stanie, a reszta chłopakow jakoś ich z tego wyciągnie.
    Pozdrawiam, @rustlingforest z tt (:

    OdpowiedzUsuń
  3. kurw kurwa kurwa ile emocji ja pierdole umieram kurwa, ten pocałunek i wgl jezus maria czy Nicole przeżyje?? I wgl co z Ashtonem? ja pierdole ahsbsbsbsb a Luke nareszcie przyznał że podoba mu się Michelle i wgl jezu ile emocji grrr cholera jasna jesteście kochane, dziękuję za rozdział jest świetny, ciągłej weny życze i czekam na next x @perfectvxcat

    OdpowiedzUsuń
  4. O cholera! Najlepszy rozdział! Dreszczyk emocji i ....tak!! Nicole i Ashton razem! Luke powiedział Calumowi prawdę! Ale się działo! Kocham Was dziewczyny, jestem dumna wow! @awmyperfhoran

    OdpowiedzUsuń
  5. O cholera! Najlepszy rozdział! Dreszczyk emocji i ....tak!! Nicole i Ashton razem! Luke powiedział Calumowi prawdę! Ale się działo! Kocham Was dziewczyny, jestem dumna wow! @awmyperfhoran

    OdpowiedzUsuń
  6. O cholera! Najlepszy rozdział! Dreszczyk emocji i ....tak!! Nicole i Ashton razem! Luke powiedział Calumowi prawdę! Ale się działo! Kocham Was dziewczyny, jestem dumna wow! @awmyperfhoran

    OdpowiedzUsuń
  7. Jejku, genialny ten rozdział.!! I jeszcze Nicole z Ashtonem *-* awwwww ♥
    Ale oni nie mogą umrzeć!
    Rozdział naprawdę wyszedł cudowny i warto było tyle czekać. Do następnego :)
    @awhmyboyzz

    OdpowiedzUsuń
  8. JAK MOGŁYŚCIE SKOŃCZYĆ W TAKIM MOMENCIE! LEL, ZABIJĘ WAS ;-;
    Nie no, nie zabiję, bo nie będzie kto miał pisać nam tego zajebistego ff.
    Najlepszy rozdział asdfgesdfgh, uwielbiam Was dziewczyny.
    Tyle emocji, tyle emocji, tyle emocji... Nie do ogarnięcia dla mojej tępej głowy, haha..
    Wiedziałam, że coś będzie między Ashton'em a Nicole asdfghjk..
    Czekam na kolejny rozdział :D
    @catchmesheeran

    P.S. Wspominałam już, że uwielbiam to ff i jest jednym z moich ulubionych? ^^

    OdpowiedzUsuń
  9. Ashton i Nicole awwwww zdecydowanie ich shippuje shjdgfshjdfs omfg *-* o Boże i co się z nimi teraz stanie? sdifjhsidkj

    OdpowiedzUsuń
  10. o mój boże, ja nie moge, to jest takie klajldkajsldaljdkaljdfdlfjsffdlfjsdfk mam zawał

    OdpowiedzUsuń
  11. W TAKIM MOMENCIE?! SERIOUSLY?!
    Oni nie mogę umrzeć, no :C Jeśli coś im się stanie, to coś stanie się Wam ♥ Okej, żartuję, ale serio, nie zabijacie ich, młodzi są :<
    Swoją drogą, to jak się pocałowali, awwwwwwwwwwwww >>>>>>>
    To, że wszyscy odpowiadali tak samo było dziwne haha :D
    Czekam na next x
    @Toriixdd

    OdpowiedzUsuń
  12. Nie lubię Nicole

    OdpowiedzUsuń
  13. OMG?!?!
    CO?!?!
    całowali się *.* a potem ten wypadek ..

    OdpowiedzUsuń
  14. ja kocham to ff, jest takie kakasjkdjkasd no, nie mogłam się ogarnąc po zakończeniu boże

    OdpowiedzUsuń
  15. Oja!!!! Co za emocje jsbdxx kocham i czekam na nastepny!!

    OdpowiedzUsuń
  16. Co się dzieje, przeciez jeszcze nie dawno sie calowali i wgl a tu wypadek,i wy tak serio... ten rozdział mi sie najbardziej podoba z wszystkich, aczkolwiek inne kolezanki tez maja talent do pisania. <3

    OdpowiedzUsuń
  17. O kurwa jak mogłyście skończyć W TAKIM MOMENCIE?!
    Wyznanie Luke'a >>>
    Pocałunek Nashton >>>>
    Pierdolony wypadek <<<<<<
    Muszę iść wyciąć wszystkie drzewa z lasu lmao

    OdpowiedzUsuń
  18. OMG Nicole i Ashton sie pocałowali fdghjtesfbjotdxv Oni muszą przeżyć!!!! Rozdział jest świetny :) Kochająca @cliffoordz ♡

    OdpowiedzUsuń
  19. OMG OMG OMG Nicole i Ashton sie całowaliI...jeszcze to wyznanie Luke'a... rozdział normalnie taki sdfghjuyt *.* świetny i wgl.....błagam dawajcie szybko następnyy

    OdpowiedzUsuń
  20. genialny rozdział

    OdpowiedzUsuń
  21. Omg świetny żeby tylko Nicole i Ash wyszli z tego cało xo

    OdpowiedzUsuń
  22. Jak mogłyście zakończyć rozdział w takim momencie? :(
    Jezu chce aby wyszli z tego cało...

    OdpowiedzUsuń
  23. Genialne omg *__*
    Końcówka grrrrr
    jejku aaa
    (Zapraszam tez do mnie :)) http://unconditional-ff-5sos.blogspot.com/ )

    OdpowiedzUsuń